Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/to-panstwo.zgora.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
Czy siostry Springer stanowią część tej układanki?

motelu, gdy znowu zadzwonił jego telefon. Tym razem na wyświetlaczu nie widniał żaden

Czy siostry Springer stanowią część tej układanki?

wtedy, pozwoli sobie na drinka. Bo w lodówce, obok deseru, stoi dzbanek martini i staje się
Jada wodziła wzrokiem od Bentza do Montoi, zatrzymała spojrzenie na pistolecie
Godzinami ślęczał nad artykułami o podwójnym morderstwie, poznał nazwiska ofiar i nieco
- No, ciebie na pewno pociąga. Gdyby nie była główną podejrzaną, chętnie byś się z nią umówił, co? - Nie sądzę - skłamał Reed. - Jak dla mnie jest zbyt szalona. - Mówiłam ci, żebyś mi nie pieprzył. Cholera, kolejna ćwierćdolarówka. - Zeskoczyła z biurka. - Lubisz, jak są trochę szalone. Albo lekko perwersyjne. Albo nawet bardziej niż lekko. Lubisz, jak są inne. Czy nie na tym polegał problem z tą nauczycielką? Z Helen? Była zbyt konserwatywna. Reed nie odpowiedział, zacisnął tylko szczęki. - No dobra! - Morrisette podniosła ręce, jakby się poddawała. - Jestem ostatnią osobą, z którą można rozmawiać o uczuciach. Jeśli w promieniu tysiąca kilometrów znajduje się jakiś nieudacznik, to pewnie właśnie ja umówię się z nim na randkę. Nie skomentował tego. Nie chciał ciągnąć tej rozmowy. Nie chciał też myśleć o Helen ani zastanawiać się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby został w San Francisco, uległ jej naciskom i ożenił się z nią. A co do Caitlyn Bandeaux, nie ma o czym mówić: była podejrzaną. Koniec i kropka. Uważał, że hipoteza z samobójstwem jest już nieaktualna, choć jeszcze nie powiedziałby tego ani prasie, ani rodzinie Bandeaux. - Może uda ci się namierzyć tę jej terapeutkę, Rebekę Wade. Wyjechała z miasta jakiś miesiąc temu i nie podoba mi się to. Za wszelką cenę spróbuj ją znaleźć. Jak najszybciej. Chcę wiedzieć, dlaczego wyjechała, gdzie jest i co może nam powiedzieć o Caitlyn Bandeaux. - A słyszałeś o tajemnicy lekarskiej? - Obejdź to jakoś. Dziwny zbieg okoliczności, że pani doktor właśnie zniknęła. - Myślisz, że została zabita przez swoją pacjentkę? - Nic nie myślę, dopóki jej nie znajdziemy. Tymczasem sprawdzę dokładnie alibi Caitlyn Bandeaux. - To dobry początek - powiedziała, uderzając dłonią w biurko - cholernie dobry początek. - A to kolejna ćwierćdolarówka. W takim tempie do Bożego Narodzenia zbierzesz na studia dla dzieciaków. - Bardzo śmieszne - mruknęła. Chyba miała ochotę skląć go od ostatnich, ale ugryzła się w język. - Dam ci znać, kiedy odnajdę doktor Wade. A ty otrząśnij się z tych swoich mrzonek i wykombinuj, jak udowodnić, że Caitlyn Bandeaux zabiła męża. - Widzę, że chrzanisz zasadę domniemanej niewinności... - Myślę, że to kompletne... bzdury. Postawię wszystkie oszczędności na studia dzieciaków na to, że pani Bandeaux jest winna bez dwóch zdań. Sen znów powrócił. Usłyszała głos brata odbijający się echem od skał. - Pomocy! - krzyczał, a jego wołanie gasło wśród szalejącej burzy. - Niech mi ktoś pomoże! Caitlyn biegła przez gąszcz wiotkich sosen, ślizgała się na cienkiej warstwie śniegu pokrywającej leśną ściółkę. - Gdzie jesteś? Charles! - krzyknęła na całe gardło, drapiąc się przez zwalony pień. Czy zbliżała się do niego, czy oddalała? - Charles! O Boże, o Boże, Boże! Gdzie on jest? Padał śnieg i nadciągała noc, las pogrążał się w ciemności. Przedzierając się przez gęsty zagajnik, dostrzegła brata leżącego w krzakach; z piersi sterczała mu strzała, a na sztruksowej koszuli miał ciemną czerwoną plamę.
Jak daleko są od brzegu?
Buch! Mocny cios, ale kamera ledwo się zachwiała. Może zabrała się do tego od złej
– Mamy cię.
Zaparkował w bocznej uliczce i wszedł do wnętrza, które wypełniał zapach świeżo
Bentz zatrzymał się w pół kroku.
dwanaście lat temu?
bagażowych, szmer podekscytowanych głosów, gdy tłumy ludzi przelewały się przez
Dopiero teraz, na pokładzie, gdy O1ivia siedzi na dole, mogę odetchnąć pełną piersią.
– Ciebie także. – Spojrzała na Tally. – Słuchaj, muszę już lecieć.
Mam sposoby, by w nim wywołać te uczucia. O, tak.

wspaniałym nektarze...

Jak łatwo byłoby rozchylić usta, otoczyć rękami muskularne barki, poszukać pociechy i zapomnienia, zatopić się w jego bliskości, w jego ciele, którego dotyk zdradzał wyraźnie, że Mark odczuwa to samo, co ona...
- Już ci mówiłem, że nie.
Mark wyszedł do głównego holu i tam spostrzegł leżący na stoliku list, oficjalnie zaadresowany do Jego Wysokości Księcia Marka z Broitenburga.
stanowisko. Król zaś...
- Zabieram Henry'ego do Broitenburga – oznajmiła chłodno.
kierunku swojego mieszkania po drugiej stronie kuchni. Wziąwszy sobie do serca słowa, które rzucił jej na odchodne Beck, Sayre ubrała się szybko i przyjechała tutaj. Teraz jednak zastanawiała się, czy jej spontaniczna decyzja była słuszna. Żałowała, że nie poprosiła Selmy o wywołanie Huffa z sypialni. Ten dom przestał być jej domem. Wspinając się po schodach, w środku nocy czuła się jak intruz. Panowała tu niepokojąca cisza. Klatka schodowa była tak ciemna, że z tej wysokości ledwie widziała podest na górze. Nie była tu od wieków. Ostatnim razem, gdy nimi schodziła, dźwigała walizkę, odchodząc na zawsze - a przynajmniej myślała, że odchodzi na zawsze. Bała się, co przyniesie przyszłość, ale nie wahała się stanąć z tym twarzą w twarz. Teraz, gdy postawiła stopę na górnym podeście, ogarnęły ją podobne uczucia. Następny krok był już łatwiejszy. Zatrzymała się na chwilę, aby spojrzeć na portret matki, i poczuła znajome uczucie nostalgii. Czy brakowało jej tej kobiety, która uśmiechała się do niej z obrazu, czy też tęskniła za ideą matki, kogoś, kto ukoi smutki i ból, zawsze doradzi i nigdy nie przestanie bezwarunkowo kochać? Korytarz na piętrze był oświetlony dwiema lampkami nocnymi, podłączonymi do gniazdek w listwie przypodłogowej. Chodnik, jeden ze skarbów Laurel, jej duma i dziedzictwo po prababce ze strony matki, tłumił odgłosy kroków. Drzwi do pokoju Danny'ego były zamknięte. Sayre zwolniła, ale przeszła obok, nie otwierając ich. Czuła, że wejście do środka będzie profanacją równą podeptaniu jego grobu. Wspomnienia tragedii były wciąż zbyt świeże. Drzwi do pokoju Chrisa były uchylone. Z opowieści Selmy wynikało, że wprowadził się do swojego starego pokoju po tym, jak Mary Beth przejęła ich rezydencję w Meksyku. - Wyposażyliśmy sypialnię inaczej niż wtedy, gdy mieszkał tutaj jako kawaler - powiedziała. Sayre zerknęła do środka przez szparę i, niemal wbrew sobie, przyznała, że pokój został urządzony ze smakiem, Meble dobrej jakości, lecz bezpretensjonalne, wszystko w neutralnych kolorach. Wnętrze było przestronne i wyposażone po męsku, sama podobnie zaprojektowałaby wystrój mieszkania kawalera. Przez szparę pod drzwiami prowadzącymi do sypialni Huffa sączyło się światło. Zapukała dwa razy, szybko, nim w jej umyśle pojawiły się wątpliwości. Drzwi otworzyły się natychmiast. Ojciec i córka wpatrywali się w siebie w powstałej między nimi próżni. Huff wyciągnął z ust dymiącego papierosa i spojrzał na nią zdziwiony: - Spodziewałem się Chrisa lub Becka - powiedział. - Chciałam z tobą porozmawiać. - Z twojego tonu mógłbym raczej wnioskować, że chcesz mi rozszarpać gardło. - Huff zmarszczył brwi. - Poszczułeś na Clarka Daly'ego swoje psy. Włożył do ust papierosa i odwrócił się. - Wejdź. Równie dobrze możemy to załatwić teraz - powiedział. Sayre weszła za nim do pokoju, który również został przemeblowany. Kiedy jeszcze mieszkała w tym domu, główna sypialnia pozostawała urządzona tak jak za życia matki. W którymś jednak momencie pełne falbanek dekoracje Laurel zastąpiono bardziej gustownymi zasłonami i narzutami na łóżko. Huff wskazał na mały podręczny barek. - Nalej sobie drinka. - Nie chcę pić. Chcę odpowiedzi. Czy kazałeś pobić Clarka? - Nie wiedziałem, że to będzie Clark. - Mimo to spuściłeś swoje psy ze smyczy.
- Ja wtedy - zaczęła Róża cichym głosem - też nie zobaczyłam siebie w Lustrze Prawdy i przestraszyłam się...
że w zaprojektowanych przez ciebie kanałach woda płynie z nizin w góry. Świetny z ciebie inżynier! - Z tymi sło¬wami obróciła się na pięcie i wyszła, zostawiając komplet¬nie zaskoczonego Marka z Henrym.
Mark odwrócił się i zamarł.
Charles odkrył nagle, że po jego lakierkach paradują mrówki, zaczął więc gwałtownie strzepywać je i deptać. To wyrwało Tammy z odrętwienia.
- Coś cię dręczy, Chris? Chris wzruszył obojętnie ramionami, ale Beck wiedział, że udaje. - Chodzi o tę dzisiejszą sprawę. - To był pracowity dzień. Którą konkretnie masz na myśli? - Oczywiście spotkanie w biurze szeryfa. Jak sądzisz, aresztują mnie? - Nie. - Nie podobało mi się w więzieniu, Beck. Poprzednim razem Huff wpłacił za mnie kaucję i byłem wolny w ciągu kilku godzin, ale nie jest to miejsce, w którym chciałbym spędzić choćby pięć minut. - Nie aresztują cię. Nie mają jeszcze wystarczających dowodów. - Jeszcze? - Chris odwrócił się gwałtownie. - To ty mi powiedz, czy znajdą coś więcej, Chris. Muszę to wiedzieć. Czarne oczy Chrisa zabłysły złowrogo. - Jeżeli nawet mój własny prawnik mi nie ufa, to kto mi uwierzy? - Ufam ci, ale musisz przyznać, że w tej chwili twoja sytuacja nie wygląda ciekawie. Chris rozluźnił się nieco. - To prawda. Myślałem o tym bardzo długo i doszedłem do wniosku... że ktoś próbuje mnie wrobić - dodał po chwili milczenia. - Ktoś chce cię wrobić? - Powiedziałeś to dość sceptycznym tonem. - To dlatego, że wątpię w twoją teorię. Chris usiadł na krześle i pochylił się ku Beckowi. - Pomyśl tylko - powiedział. - Z powodu procesu Iversona, która wciąż jeszcze figuruje w spisie jako niezamknięta sprawa zaginięcia i możliwego zabójstwa, jestem idealnym kandydatem do wrobienia w morderstwo. - Wrobienia przez kogo? - Klapsa Watkinsa. - Klapsa Watkinsa? - roześmiał się Beck. - Posłuchaj mnie - rzucił niecierpliwie Chris. - Watkins nienawidzi Hoyle'ów. Ciebie też, swoją drogą. Wykopał topór wojenny. - Z powodu bitki barowej, która miała miejsce trzy lata temu? - Tyle że on nie zapomniał o sprawie. Powiedziałeś Huffowi, że wspominał o tym podczas waszego spotkania wczoraj wieczorem. - W porządku, ale... - To nie wszystko. Kierowany przeczuciem, poprosiłem sekretarkę Danny'ego o sprawdzenie podań o pracę, które przyszły do niego w ciągu ostatnich kilku tygodni, i zgadnij, co się okazało? - Z kieszeni spodni wyciągnął złożoną kartkę papieru i pomachał nią w kierunku Becka. - Klaps Watkins ubiegał się o posadę u nas. - Złożył podanie o przyjęcie do pracy w odlewni? - Danny odrzucił jego prośbę. Kolejny powód, dla którego Klaps nienawidzi Hoyle'ów. - Wystarczająco, żeby zamordować Danny'ego? - Taki facet jak on nie potrzebuje specjalnej zachęty, - Przypuszczam, że to możliwe - mruknął Beck z zamyśleniem. - Na pewno warto się temu przyjrzeć. - Wspominałeś o tym Rudemu? - Jeszcze nie. To odrzucone podanie zobaczyłem tuż przed tym, jak Huff dostał zawału. Nie
Huffa. Okazuje się, że ten gość nie istnieje. To postać wymyślona przez Becka. Sayre opadła na oparcie pobliskiego fotela. - Nie wiem, po co wykombinował sobie taki skomplikowany układ i chyba nie chcę wiedzieć - ciągnął Rudy. - Niemniej, moim ostatnim oficjalnym obowiązkiem wobec Huffa było dostarczenie mu tej informacji dziś rano. - O mój Boże! - W obozie rybackim Huff nie pokazał po sobie, że już wie. Ale w każdej chwili mógł otworzyć kopertę, którą mu zostawiłem, i przeczytać zawartą w niej wiadomość. Kiedy to zrobi, nie wiem, jak zareaguje. - Jasne, że nie wiesz, ty stary tchórzliwy draniu! Sayre zerwała się na równe nogi. Odepchnęła go na bok i pobiegła do drzwi. Opony jej wypożyczonego kabrioletu zadymiły na gorącym asfalcie, gdy wypadła na autostradę. Trzymała wciśnięty klakson, na wypadek gdyby inny kierowca odważył się zajechać jej drogę. Pędziła w kierunku swojego starego domu, myśląc, że tam najprawdopodobniej udał się Chris po opuszczeniu obozu. Nie próbowała się nawet zastanawiać nad konsekwencjami usłyszanej przed chwilą informacji i nad przyczynami tego sprytnie ukutego oszustwa. W tej chwili chciała przede wszystkim ostrzec Becka, zanim Huff dowie się o wszystkim. Docisnęła pedał przyspieszenia. Zbyt szybko skręciła w boczną drogę i prawie obróciło ją w miejscu, gdy koła zabuksowały na żwirze. Niemal rozjechała stadko myszołowów, które pożywiały się padliną oposa na drodze. Zagryzła zęby, przecinając tory kolejowe z prędkością stu dziesięciu kilometrów na godzinę. Wydawało się jej, że jedzie zbyt długo. Kiedy wreszcie znalazła się przed domem, jęknęła, nie widząc żadnego samochodu na parkingu przed wejściem. Zatrzymała wóz tak gwałtownie, że poczuła smród przypalonych opon. Wybiegła z samochodu, nie fatygując się wyłączeniem silnika ani zamknięciem drzwi. Pędząc po schodach na ganek, potknęła się i upadła, boleśnie obcierając dłonie. Zataczając się, pokonała ostatnie kilka stopni i wbiegła na ocieniony ganek. Opatrzone moskitierą drzwi były odblokowane, a wewnętrzna para otwarta na oścież. Wpadła przez nie i natknęła się na Selmę, która właśnie schodziła z góry, niosąc pod pachą koszyk pełen prania. - Widziałaś Becka? Gdzie jest Huff? - zawołała Sayre. - Huffa ostatnio widziałam, gdy wybierał się do obozu rybackiego. A Becka nie widziałam w ogóle. Co się stało? - Sądzisz, że są w fabryce? - Ja... - Zadzwoń do Becka, na komórkę - krzyknęła Sayre przez ramię, ruszając biegiem ku wyjściu. - Powiedz mu, że Huff wie wszystko o Charlesie Nielsonie. Zrozumiałaś, Selma? Huff wie wszystko o Charlesie Nielsonie. - Zrozumiałam, ale... - Powiedz mu, Selmo! Kilka sekund później Sayre pędziła już jak szalona w stronę uśpionych kominów fabryki. Beck zignorował dzwonek telefonu. Schodził właśnie na halę fabryczną. Pozbieranie wszystkich kawałków układanki do kupy zajęło mu zaledwie kilka chwil. Nagle wszystko stało się przeraźliwie jasne. Szczere zapewnienia Chrisa, że nie zabił brata były najprawdziwszą prawdą. To nie on załadował strzelbę, włożył lufę w usta Danny'ego i pociągnął za spust. Nie oznaczało to jednak, że był niewinny. Kiedy dotarł do podajnika, zobaczył Chrisa, który pochylał się nad pracującą maszyną, przyglądając się pracy pasa klinowego. Tuż za jego plecami stał George Robson. Żaden z nich
- Co ty wyprawiasz?! - wykrzyknęła przestraszona. - Nie masz uprzęży! Może ci się coś stać!
- Oczywiście!
- Nie ma mowy. Mieliście swoją olśniewającą ksi꿬niczkę, ale Lara nie żyje. Teraz jestem ja.

©2019 to-panstwo.zgora.pl - Split Template by One Page Love